5 powodów, dla których warto zabrać dziecko pod namiot

Czy-warto-zabrać-dziecko-pod-namiot - Moc Ojca

Od razu zastrzegam – jestem absolutnym zwolennikiem urlopu pod namiotem. Jeżeli ktoś nie dopuszcza do siebie myśli o takim sposobie spędzenia czasu, ten tekst nie jest dla niego. Bo ja w tym tekście zachęcam.

Jeżeli ktoś z Was był harcerzem, to sam wie najlepiej. Dwu- lub trzytygodniowe obozy pod namiotem – to było to.

Wystarczy minimum miejsca

Nam i dzieciakom wcale nie trzeba obozu. Namiot stanął u nas w ogródku, a równie dobrze mógłby stanąć w innym miejscu, do którego dostęp mogą mieć rodziny – u babci na wsi, nad jeziorem czy na oficjalnym campingu z prysznicami.

Namiot rozbijaliśmy wspólnie. Marysia składała stelaż, przypinała podłogę, wbijała śledzie. Kasia je podawała. Janek po prostu biegał z młotkiem, ja tylko starałem się mieć oko, żeby nim nie rzucał, co lubi robić ze wszystkim, co trzyma w rękach.

Kiedy namiot stanął, zawołaliśmy mamę, żeby zobaczyła. A potem zaczęło się szykowanie. Przerzuciliśmy do środka materace z łóżek i pościel, latarki, książki do czytania. Na podłodze przedsionka zjedliśmy kolację, potem wczołgaliśmy się do sypialni. Ja pobiegłem po gitarę, która nie ma jednej struny i nie stroi tak, że aż bolą uszy. Nikomu to nie przeszkadzało. Zaśpiewaliśmy „Ludzie nie sprzedawajcie swych marzeń” EKT i „Korę” Harlemu. Dzieci długo nie zasypiały, przytulając się do mamy, przewalając po materacach. Było wspaniale.

Dla tych, którzy potrzebują mocnych argumentów. Oto lista plusów, dla których warto zabrać dzieci pod namiot. Choćby na jedną noc w przydomowym ogródku.

Plusy wyjazdu z dziećmi pod namiot:

100% razem – w namiocie trudno o „własny pokój”, do którego można uciec, rzadko też jest w nim telewizor. Przestrzeń kilku metrów kwadratowych sprawia, że jesteśmy na siebie skazani. To wyjście ze strefy komfortu owocuje napięciami i ekscytacją, wypełniając rodzinne życie energią, zamiast rutyny. Mamy czas. Wykorzystujemy go, by był podstawą do budowania relacji.

katalizator kreatywności – szczególnie w sytuacji, w której trzeci dzień z rzędu pada deszcz. Namiot może być jedynym suchym miejscem, a my jego przymusowymi lokatorami. Gramy w karty, w kości, w warcaby i szachy, gry planszowe. Czytamy książki i komiksy, opowiadamy sobie bajki, rysujemy. Robimy walki zapaśnicze i codzienne porcje gilgania. Jeździmy resorakami. Wcześnie zasypiamy i wcześnie się budzimy. Najczęściej powstaje coś z niczego i to jest właśnie sekret kreatywności.

minimum przedmiotów – zamiast mieszkania wypełnionego przedmiotami tak, że wylewają się z każdego kąta i wiecznie trzeba je sprzątać, jest dokładnie tyle, ile zmieściło się do bagażnika samochodu. Ubrania, po kilka zabawek, kosmetyki, może piłka i zabawki do piasku. To uwalnia czas. Przez Azję podróżowaliśmy w pięć osób z dwoma plecakami o pojemności ok. 70 litrów. Nie było nam potrzebne więcej. A kiedy wróciliśmy, mnogość przedmiotów, które posiadamy, przygniotła mnie. Życie pod namiotem daje oddech od tych wszystkich „rzeczy”, które na co dzień kradną nam naszą uwagę.

na powietrzu – jeżeli tylko jest pogoda, namiot jest bazą wypadową, a nie miejscem docelowym. Życie będzie toczyć się poza nim. W lesie, na łące, nad jeziorem. W każdym z tych miejsc my i nasze dzieci są na świeżym powietrzu. Zupełnie inaczej toczy się życie, kiedy toczy się na łonie natury.

to przygoda! – na co dzień nie mieszkamy w namiocie, więc sam ten fakt, ta zmiana, jest przygodą. Jest nowa energia, ekscytacja, nowe bodźce, na które jakoś trzeba zareagować. To ożywcze i świeże. To na podkładzie z takich mocnych emocji budują się wspomnienia na lata.

Minusy: jakieś są. Jeżeli pada, wszystko jest wilgotne i lepkie, a potem śmierdzi stęchlizną. Od spania na dmuchanych materacach bolą plecy. W niewielu namiotach można się wyprostować. Owady lubią zaglądać do namiotów, a dzieci nie za bardzo lubią owady. Generalnie, to nie jest komfort w rozumieniu tunezyjskiego all inclusive. Wręcz przeciwnie. Ale że komfort prowadzi do stagnacji, a stagnacja jest zaprzeczeniem życia pełną piersią, to czyż nie warto?

Autor: Maciej Kucharek – Moc Ojca