Dziecko zna rozwiązanie. Sprawdź!

Dzieci-znają-rozwiązania-swoich-problemów - Moc Ojca

Opowiadam moim dzieci bajki na dobranoc. Czasem pytam: „i jak myślicie, co on/ona wtedy mógł zrobić?”. Odpowiedzi zaskakują mnie za każdym razem.

Za wysoka góra? Można uciąć!

Przykład 1: Jest księżniczka uwięziona w zamku na szczycie szklanej góry. Na te górę nikt nie jest w stanie się wspiąć, bo jest stroma i śliska. Jest szlachetny rycerz, który jednak próbuje. Staje o podnóża góry, spogląda w niebo i… co ma robić? „Jak myślicie, co zrobił?” – pytam.

– A miał miecz? – pierwsza odzywa się Kasia.

– No pewnie! Co to byłby za rycerz bez miecza! – odpowiadam.

– To mógłby uciąć tę górę, żeby była niższa!

No przecież. Genialne! – myślę. Włącza się Marysia:

– Mógłby też przykleić sobie do stóp taśmę klejącą, wtedy nie będzie się ślizgał i wejdzie! – dorzuca.

Dokładnie tak! – myślę.

Biegniesz wolniej? Skocz na plecy temu, co przed Tobą!

Przykład 2: Wyścig na księżycu. Złodziej jest na prowadzeniu. Pokonuje grawitację chwytając się przytwierdzonych do podłoża linek. Dzięki temu ma punkt zaczepienia, by się rozpędzić. Myszka Miki rozpaczliwie go goni. Co może zrobić? – pytam.

– Może użyć tych samych linek, których używa złodziej! – rzuca natychmiast Marysia.

– Może mu wskoczyć na plecy! – proponuje z kolei Kasia.

No przecież dlaczego nie? – myślę.

Pozwólmy dzieciom rozwiązywać swoje problemy

Wniosek: Czego to dowodzi? Ano tego, że dziecko jest w stanie samo znaleźć rozwiązanie. I oczywiście tego, że potencjalna skuteczność tego rozwiązania będzie wprost proporcjonalna do stopnia rozwoju dziecka. Może nie da się uciąć góry, żeby była niższa. Tylko dlaczego nie spróbować? To dlatego najtrudniejsze problemy świata można byłoby dać do rozwiązania dzieciom. One nie komplikują spraw i nie znają słowa „niemożliwe”.

Wróćmy z bajki do rzeczywistości. Ile razy proponujemy rozwiązania, zanim spróbujemy wydobyć je z dziecka? Dwoje kłócących się dzieci będzie miało pomysł, co zrobić, by obie strony wyszły z konfliktu z poczuciem zwycięstwa. Sprawdziłem. I to są rozwiązania czasem tak absurdalne, że nie przyszłyby mi do głowy. A dla obu dziewczynek (5 i 3) są idealne i po prostu działają.

Zastanawiam się, ile moich propozycji oznaczało zatrzymanie rozwiązania, które dziecko miało pod ręką. I jakie to może mieć konsekwencje. Czy kiedy widzę swoje dzieci dorosłe to chcę, by wierzyły, że potrafią znaleźć rozwiązanie stojącego przed nimi problemu? Czy chcę, by miały odwagę spróbować i nawet boleśnie się pomylić?

A skoro tak, to co mogę zrobić ku temu już dziś?

Autor: Moc Ojca