Ja biorę odpowiedzialność, więc ja decyduję

Tata-bierze-odpowiedzialność-za-swoje-dziecko-i-to-on-decyduje Moc Ojca

Sklep spożywczy, stoimy w kolejce do kasy. Kasia siedzi w wózku i chce sama wykładać produkty na taśmę. Pani stojąca za nami bierze kilka produktów z naszego koszyka i także je wykłada. Przypuszczam, że chce w ten sposób pomóc, to miłe. Kasia nie odbiera tego w ten sposób. Chciała sama i wpada w płacz. A Kasia potrafi, wybudziłaby zwierzęta ze snu zimowego. Chwilę później dołącza Janek. On naśladuje – skoro Kasia płacze, to on piszczy. Ania skupia się na Kasi, ja w ekspresowym tempie pakuję produkty do koszyka i zagaduję Janka, żeby powstrzymać naśladowanie Kasi i zająć go czymś innym. Atmosfera w kolejce z normalnej (czytaj: mieszczącej się w normach społecznych, czyli gdzieś pomiędzy na poły udawaną uprzejmością i poprawnością), staje się napięta.

Czy dziecku nie wolno płakać?

„Nie wolno płakać” – zwraca uwagę jakaś kobieta. „Wolno” – spokojnie odpowiada na tę uwagę Ania.

„No przecież nie można wytrzymać!” – ta uwaga pana około 60-tki dosięga nas przed samym wyjściem. Pan mówi na tyle głośno, że słyszymy wszyscy – my, kasjerki, klienci przy kasach.

To był moment kulminacyjny, napięcie stało się nieznośne. W pierwszej chwili całym sobą chciałem odpowiedzieć mu tak, żeby bolało. Podejść do niego, spojrzeć w oczy, wbić słowami dwie szpile, a na końcu najlepiej jeszcze napluć w parówki. Powiedziałem coś w rodzaju: „Przepraszam, nie potrafię w tej chwili zrobić inaczej” i uśmiechnąłem się.

Napięcie ze mnie uszło.

I zacząłem się zastanawiać -> o co chodzi z tymi uwagami w kolejce? Co jest nie tak w sytuacji, w której dziecko płacze? Co sprawia, że czuję się jak nieudacznik i ignorant jednocześnie, nie reagując w sposób, który uwolniłby wszystkich klientów sklepu od tej nieznośnej dla nich sytuacji? I dlaczego ta sytuacja jest dla nich nieznośna?

Jeżeli chodzi o decybele, hałas, który przeszkadza – okej, kupuję to. Sam wielokrotnie brałem moje pociechy na ręce i wychodziłem w miejsce, gdzie miały czas i przestrzeń do tego, by uspokoić się w swoim tempie. Ale ten czas nie zawsze jest. Czasem jest trójka małych dzieci pod twoją opieką, produkty w połowie drogi z rąk kasjerki do Twojej torby i raczej nie możesz po prostu wziąć jednego z dzieci i wyjść.
Żeby było jasne – codziennie myślę też o tym, żeby świat dla nas wszystkich jakoś się toczył. Chcę współtworzyć warunki, w których kolejka przy kasie posuwa się do przodu szybko, nikomu nie przeszkadza hałas, jesteśmy dla siebie życzliwi.

Między bodźcem a reakcją jest przestrzeń i wykorzystam ją

Ale pierwszeństwo ma moje dziecko. Moja relacja z nim. Jego stan emocjonalny. Zasady, na które się umówiliśmy. Pierwszeństwo ma ten oto fakt, że ja wrócę do domu z moim dzieckiem i nadal bazując na naszym wspólnym zaufaniu będę starał się wspierać go w dorastaniu, a nie z mężczyzną z kolejki, którego być może już nigdy nie zobaczę. Który w moim życiu zagrał epizod. Dlaczego miałbym postawić go w głównej roli?

Mogę mieć dla nich zrozumienie. Bo może w tym „nie wolno płakać” była życzliwość i najlepsza dostępna dla danej osoby próba, by ukoić ból dziecka. Bo może w tym „nie można wytrzymać” była skarga na migrenę, która trzyma od 3 dni i szefa, który wczoraj wywalił z pracy.
Mogę mieć zrozumienie, ale nie muszę i nie chcę dać na to przyzwolenia. Mogę zdecydować, jak daleko zaangażuję się w tę sytuację i jaką reakcję wybiorę. Mogę wybrać, że mnie to nie obchodzi wiedząc, że przede wszystkim obchodzi mnie to, co myślę ja sam. Moja suma doświadczeń i teorii, moje prawdy, sprawdzone czy nie. Eleonora Roosevelt powiedziała, że „nikt nie może cię zranić bez twojej zgody”, a to oznacza tylko tyle, że ja sam wybiorę, jak na mnie wpływa to, co dzieje się dookoła mnie. Między bodźcem (ktoś zwraca ci uwagę), a reakcją jest przestrzeń. W niej mogę wybrać, jak się zachowam i jaki efekt wywrze na mnie to, co ktoś właśnie powiedział.

Może pani, według której nie wolno płakać, słyszała to przez całe dzieciństwo od swoich rodziców i do dziś boi się wyrazić swoje uczucia. Ma wdrukowane, że negatywne uczucia są złe, więc neguje ich istnienie, tłumiąc tym samym całość przeżywania. Hamując sobie dostęp do tego, co trudne, nieświadomie hamuje dostęp do prawdziwie przeżywanej radości i wciąż zastanawia się, dlaczego nie potrafi się cieszyć tak, jak kiedyś. Może pan, który nie mógł wytrzymać, słyszał to samo od swojego ojca i wciąż uznaje, że krzyk to najlepsze rozwiązanie dla płaczącego dziecka. Nie zrobił nic wystarczająco skutecznego, by sprawdzić, czy paradygmaty, które ma w głowie, są prawdziwe. Bazuje więc na tym, czego go nauczono, ciągle zadając sobie te same pytania i znajdując te same odpowiedzi. Zgodnie z tym, co powiedział Einstein, że szaleństwem byłoby robić ciągle to samo i oczekiwać różnych rezultatów.

Wybieram robić swoje, bo to moja odpowiedzialność

Dlatego nie zrobiłem dziecku wykładu o płaczu w sklepie. Nie nazwałem go rozwydrzonym bachorem, płaczkiem i wyjcem. Nie powiedziałem, że „tym płaczem mnie kiedyś do grobu wpędzisz”, bo moje dziecko nie musi mieć w sobie poczucia winy, że jego emocje doprowadzą do choroby i śmierci jego rodzica. To byłoby trochę nieuczciwe, co nie?

Może Kasia i my, jej rodzice, którzy nie krzyczymy na nią, by była cicho i nie zatykamy jej ust siłą, może nie pasujemy do świata społecznej gry, w której rolą osoby w kolejce jest radzić, a rolą rodzica natychmiast uspokoić. Bo oni przecież wiedzą. Oni zagrali, teraz nasza kolej. I kiedy nie reagujemy, coś wywala w tym ułożonym świecie jak błąd programu, niebieski ekran Windowsa. Nie gramy w to, na co milcząco umówiła się nasza kultura, więc robi się problem. Świat się trzęsie w posadach, bo coś do niego nie pasuje. A jak nie pasuje, to ci, którzy grają, muszą zareagować. Bo jak nie zareagują, to nie daj Boże się okaże, że mogą nie mieć racji. I wtedy co? To przerażające przecież. Zmierzyć się z innym poglądem i dać się wytrącić ze strefy komfortu do strefy, w której mózg pracuje na nowo, ponownie przetwarza dane zamiast odtwarzać schematy. Zrobić więc trzeba wszystko, żeby zresetować i system i by ponownie wszystko działało – wykorzystując wszystkie te niedoskonałe środki, w które dotychczas zostali wyposażeni.

Ja w tej sytuacji wybieram robić swoje. Ważniejsza jest dla mnie moja córka niż przypadkowa osoba z kolejki. Wybieram ją, zamiast ciebie. Ochronię ją, zamiast ciebie. Tylko ja biorę odpowiedzialność za wychowanie moich dzieci i nie zgadzam się na to, by oddać ci choć część tej odpowiedzialności, więc nie zgodzę się na to, byś podejmował za mnie decyzje. Nie potrzebuję tego. Dopóki ja nie uznam, że jakaś reakcja jest potrzebna, nie zareaguję tylko dlatego, że ty tak uważasz. Pamiętaj.

Autor: Maciej Kucharek – Moc Ojca

Comments are closed.