Jak razem z dziećmi pomagamy w khmerskiej szkole

Razem-z-dziećmi-tworzymy-pomoce-naukowe-doble-z-flagami - Moc Ojca

Szkoła w Takeo w Kabmbodży. Od kilku miesięcy około 150 dzieci uczy się tu angielskiego, by kiedy dorosną mieć więcej życiowych możliwości niż praca na budowie, uprawa ryżu albo prowadzenie małego, wiejskiego sklepiku.

W naszym, polskim rozumieniu, szkoła to murowany, kolorowy budynek, gdzie ktoś zapewnia sprzątanie, często wyżywienie, jest sklepik, może ochroniarz, wykwalifikowana kadra, pomoce naukowe i książki dla wszystkich. W Takeo są 4 sale, które mają po 3 ściany i dach – w części z blachy falistej, w części z zielonej folii, która zapewnia ochronę przed słońcem, ale przed deszczem już nie. W środku są tablice suchościeralne i ławki, podłoga to rodzaj wylewki pokrytej warstwą kurzą i piasku na parę milimetrów. W każdej klasie uczy się 30 czasem 40 osób. Najczęściej na jedną klasę udaje się zatrudnić jednego nauczyciela, który przynajmniej jako tako posługuje się angielskim.

W szkole, w której wszystkiego brakuje

Szkoła kupiła na kredyt busa, którym przywozi dzieci z okolicznych osad. I żyje głównie z tego, co ofiarują jej dobrzy ludzie. Czasem zaglądają tu turyści. Jeden z nich miał firmę budowlaną, więc wybudował klasę. Inna grupa ufundowała 15 rowerów, które szkoła rozdała najbiedniejszym dzieciom z informacją: „dopóki się uczysz, dopóty rower jest twój”. Jagoda z Polski zostawiła tu oszczędności życia, Paweł – przewodnik po Kambodży – stara się przywozić do szkoły turystów, dla których szkoła gotuje, zapewnia nocleg i atrakcje i dzięki temu zarabia.

Sophea, 29-letni dyrektor szkoły, ma wizję. Za 3 lata widzi zadaszone klasy i podłogi wyłożone płytkami. Inwestycje zakończone tak, by wpłaty od rodziców uczniów finansowały pracę nauczycieli. Jest na początku drogi i nadal brakuje tu wszystkiego.

Jesteśmy tu od kilku dni, będziemy w sumie około 10. Śpimy w jednym pokoju razem z dyrektorem, jeździmy po okolicznych wioskach na pożyczonych rowerach i ładujemy telefony wtedy, kiedy jest prąd. Każdego dnia wyłączają elektryczność na 6 godzin – czasem rano, czasem popołudniu. I staramy się pomóc. Malujemy kolorowe obrazy na ścianach, przygotowujemy dekoracje, odnawiamy ławki, tworzymy pomoce naukowe.

Dzieci pomagają nam we wszystkim

We wszystkim, co robimy, pomagają nam dzieci. Malują ze mną ławki, niemiłosiernie brudząc się farbą, która da się zmyć tylko benzyną. A z ubrań w ogóle. Kolorują flagi do gry w „doble” naszego autorstwa, a potem uczą się flag i nazw krajów, kiedy gramy razem. Malują duże obrazy na ścianach, stojąc na ławkach, by ich dosięgnąć. Ania wyrysowuje im tylko kontury. Układają obrazki do memory, a potem laminują, same obsługując maszynę. Dmuchają balony na szkolną uroczystość. Są z nami przez cały czas.

Na pudełeczku Doble Kids jest napisane, że to gra dla dzieci od czwartego roku życia. Nie do końca prawda. Kasia (3 lata) radzi sobie aż miło, o Marysi (5,5) nie wspominając. Dziewczynki potrafią nazwać wszystkie 31 zwierząt występujących na kartach naszych Doble Kids. Pomyślałem, że w ten sam sposób khmerskie dzieci nauczą się 31 flag państwowych i ich nazw po angielsku. Ania przygotowała szablony, ja rozpisałem karty, razem z dziećmi pokolorowaliśmy w sumie 180 flag. Przetestowaliśmy – gra się świetnie. Kiedy tylko zakończy się świętowanie nowego roku khmerskiego i dzieci wrócą do szkoły, sprawdzimy, jak im się podoba.

Z perspektywy tych kilku dni nie mogę się nadziwić, ile rzeczy zrobiliśmy razem. Próbuję sobie wyobrazić, jak działa ten przykład. Bardzo się cieszę.

Autor: Maciej Kucharek – Moc Ojca.

Comments are closed.