Kwestia motywacji – o wytrwałości

Dwie-dziewczynki-idą-molo-w-stronę-morza - Moc Ojca

Jak długo wytrwasz, kiedy będzie ciężko, a sprawy nie będą szły po Twojej myśli? Które potknięcie z kolei sprawi, że się poddasz? To będzie kilka słów o motywacji, także tej do naszej wyprawy do Azji.

Tuż przed wyjazdem rozmawiałem z moim przyjacielem o motywacji. Rozmowa zainspirowała mnie, by jeszcze raz przewertować powody, dla których wyjeżdżam z Anią i małymi dziećmi na kilka miesięcy do Azji. Ponoć jakiś coach twierdzi, że dobrze jest wypisać co najmniej 20 takich powodów. Nie próbowałem nawet osiągnąć tej liczby. Wsłuchując się w siebie odkrywałem, co mnie pcha do tej decyzji. Częściowo pisałem o tym tutaj: https://web.facebook.com/photo.php?fbid=10161258723650188&set=a.10156171558205188&type=3&theater

Niespełnione oczekiwania frustrują

Zgodziliśmy się, że kwestia motywacji jest kluczowa przy wytrwałości. Planujesz codziennie biegać, ale trzeciego dnia pada i odpuszczasz. Chcesz zacząć się dokształcać w domu, ale po dwóch tygodniach książki przegrywają z Netflixem. Biorąc na tapetę mój przykład -> wracamy do domu po 2 tygodniach zamiast kilku miesiącach, bo jednak jest ciężko i gryzą komary. Jeżeli motywacja jest niewystarczająco silna, trudności wezmą górę. Tak? No to posłuchajcie.

Drugiego dnia, na najuboższym placu zabaw w galerii handlowej jaki widziałem w życiu, Kasia boleśnie skręca rękę, co kończy się wizytą w szpitalu. Przez tydzień Marysia uporczywie kaszle, więc w kolejnym szpitalu sprawdzamy, w czym rzecz. Coś się dzieje z płucami i umawiamy się z lekarką na określone leki i że wrócimy za trzy dni. Wracamy za dwa, bo Janek ma już nie 38, a prawie 40 stopni gorączki. Zanim lekarz powie, że to coś w rodzaju zwykłej grypy, a nie żadna tropikalna choroba, bardzo się stresujemy. Dwa dni później gorączka odpuszcza, ale my zamiast w drogę powrotną do Bangkoku udajemy się w drogę powrotną do szpitala. Marysi się pogorszyło. Diagnoza – zapalenie płuc, a efekt – cała rodzina z manatkami w szpitalnej sali na kilka dni, minimum dwa. Wieczorem dzień wcześniej zrywam skórę z dużego palca u nogi, krwawi, ciężko się chodzi. A w międzyczasie Kasia najpierw zdziera oba kolana lądując na asfalcie i na koniec przycina boleśnie palec w drzwiach (tu kończy się na plastrach). Tadaaam! – chciałoby się zakrzyknąć. Toż to urlop na urlopy! No właśnie, przecież wcale nie umawialiśmy się na „urlop”, czyż nie?

Dla jasności obrazu dodam jeszcze, że każda z tych sytuacji (przynajmniej zakończonych wizytą w szpitalu), to co najmniej pół dnia z głowy, a czasem więcej. To zamiast plaży/basenu/spaceru/jazdy na skuterze/zabawy na dworze – stacjonarne próby okiełznania dziecięcych żywiołów. To zmiana planów, dodatkowy wydatek, wybicie z określonego rytmu, więcej obowiązków i mniej komfortu. Nie narzekam – to nie w tym rzecz. Realnie widzę po prostu, że okoliczności w pewnym stopniu determinują aktywności, a pula wyboru ze „wszystko, na co mam ochotę” – i to zarówno w przypadku dzieci, jak i dorosłych – meandruje ku „nie”, „ostrożnie” i „później”. To także dodatkowy stres. Z dnia na dzień przekonujemy się, jak dobra jest opieka medyczna w Tajlandii. Nie zmienia to jednak faktu, że zapalenie płuc w Polsce powoduje u mnie stres o poziomie X, a w Tajlandii to jest zawsze X + 2 – ze względu na wszystkie te rzeczy, których nie znam i przez to nie wiem, czego się po nich spodziewać.

I wracając do urlopu i motywacji. Coś mnie motywuje do określonych działań. Działam i być może spodziewam się określonego efektu. „Jadę na urlop, żeby wypocząć” – co oznacza, że jeżeli niezbyt dobrze się wyśpię, a na plaży będą dzikie tłumy, to urlop prawdopodobnie uznam za nieudany. Można więc dołożyć motywacji, tak by było ich więcej niż jedna. Wówczas prawdopodobieństwo, że któraś zostanie spełniona, rośnie, a wraz z tym maleje szansa na frustrację związaną z niespełnionym oczekiwaniem.

Wartości i życiowy plan zamiast pojedynczych działań

A gdyby tak… Do określonych działań prowadziły wartości i życiowy plan/misja? Czyli żeby zamiast robić coś w celu, robić to dlatego, że to jest „właściwe” lub zgodne z uświadomionymi, głębokimi wartościami? Gdyby przyjąć, że wartością są relacje w rodzinie, a drogą do ich budowania jest wspólnie spędzony czas, to sam wyjazd na kilka miesięcy tylko w rodzinnym gronie staje się wystarczający. Wówczas okoliczności mają mniejsze znaczenie. Szpital czy plaża, przychodnia czy basen – w kontekście wspólnego czasu stają się równie dobre.

Działania przestają być odhaczaniem punktów, a stają się realizowaniem tego, co dzieje się w danym momencie, właśnie teraz. Zamiast irytacji, że „nie zobaczymy już dziś tej świątyni” jest ciekawość, co jeszcze dziś się wydarzy i rosnąca na to otwartość. Zamiast listy zadań – spontaniczność, zamiast frustracji – wdzięczność.

A jak się do tego wszystkiego ma te „co najmniej 20 motywacji”? Bo jeżeli to 20 oczekiwań, to… jest co robić. Zostają gdzieś w tyle głowy, czasem nurtują, przy pewnej dozie cierpliwości dają się wypełnić. Być może przy nadaniu priorytetów i elastyczności stają się tylko kierunkiem, ale nie planem?

Autor: Maciej Kucharek – Moc Ojca

Comments are closed.