O ojcu z Indonezji, który ma wizję, odwagę i…

Rodzina-mąż-żona-dzieci-pozują-do-zdjęcia - Moc Ojca

Po owocach poznacie ich. Ja w miejscowości Gianyar na Bali poznałem dzieci (owoce), które:

Są skupione na tym, co robią.

Nagrały piosenkę dla swoich rodziców.

Nie mają smartfonów i rzadko korzystają z tego, który udostępnia im tata.

Pomagają w domu, w restauracji, w ogrodzie, a w każdą niedzielę sprzątają swój pokój.

Tworzą prace plastyczne, które później sprzedają i uczą się w ten sposób zarabiać pieniądze.

Noszą do szkoły piórniki własnej roboty, których zazdroszczą im inne dzieci i które wcale nie są Frozen, Hello Kity ani Batman.

Spontanicznie dzielą się tym, co mają, obdarowując nas prezentami i udostępniając do zabawy wszystko to, co mają pod ręką.

Wyglądają na szczęśliwe.

Te dzieci wyglądają na spokojne, silne i szczęśliwe. Dlaczego?

Pierwszy raz w Indonezji spotkałem ojca, który ma pomysł, ma odwagę i ma owoce. Kadek jest uśmiechniętym od ucha do ucha mężczyzną, z donośnym głosem i wewnętrzną charyzmą. Aca (czyt. Acia, dziewczynka, 10 lat) i Abi (chłopiec, 6 lat) to dwoje jego dzieci. – Dwoje z trzech. Trzecie, chłopiec, miało się urodzić, ale „miscarriage” (poronienie) – poprawia mnie. – Od tego czasu mówię, że mam troję dzieci, a Aca i Abi wiedzą, że mają więcej rodzeństwa.

Aca i Abi poznaję przekraczając próg restauracji Warong Legong – nr 1 na Tripadvisorze w tej lokalizacji. Siedzą przy stoliku najbliżej wejścia, przed nimi tektura, kredki, nożyki, zszywacz, klej, taśma klejąca. Tworzą – ona jakieś pudełeczko, on wisiorek. Kiedy my przez godzinę smakujemy pyszne jedzenie, oni od swojego stolika nie odchodzą nawet na chwilę.

I nawet na chwilę nie wyciągają telefonów. Na to właśnie zwraca mi uwagę Ania. Oboje mamy przed oczami dzieci i wnuki właściciela domków w Ubud, które wynajmujemy. Prawie zawsze widzimy ich z buziami w smartfonach.

– Z mojego telefonu korzystają wtedy, gdy chcą się czegoś nauczyć. Oglądają wideo na youtubie o rzemiośle i pracach plastycznych, a potem sami tworzą bazując na tym, co zobaczyli – wyjaśnia Kadek. Rozmawiamy chwilę po tym, jak podszedł do naszego stolika, przedstawił się i zapytał, czy jesteśmy zadowoleni z wizyty w jego restauracji. – Aca może tak tworzyć bez końca, a Abi ją naśladuje.

Ojciec uczy dzieci, jak mogą zarabiać pieniądze

Do stolika dosiadają się Marysia (rysuje i wycina), Kasia (głównie przygląda się) i Janek (bawi się samochodzikami Abiego). Aca i Abi są pochłonięci swoją pracą. Zgadzają się, by nasze dzieci korzystały z ich przyborów i bawiły z nimi. Pokazuję Kadekowi (Kadkowi? Kto by tam wiedział…) zdjęcia, jak Marysia przygotowywała rysunek, za który zarobiła pierwsze pieniądze (pisałem o tym TUTAJ). – Aca i Abi robią to tak samo! – wyrywa mu się. – Kiedy jest sezon i w restauracji jest dużo ludzi, biorą swoje prace i wystawiają je za 1000 czy 3000 rupii (odpowiednio około 30 i 90 groszy). Sprzedają też to, co mamy w swoim sklepiku. Aca zarobiła w ten sposób 1.200.000 rupii (ok. 320 złotych).

Aca i Abi znikają na chwilę i przynoszą swoje prace. Aca dom z ogrodem zrobiony z drewnianych patyczków – trudno mi sobie wyobrazić, ile godzin musiała to robić, naprawdę misterna robota – Abi malowidło z ważkami i drzewami, przy którym pomagała mu jeszcze siostra. Abi wkłada Marysi i Kasi do rąk bransoletki, Aca pokrowiec na telefon jej roboty, który wygląda jak mała torebka z tektury pokryta grubym materiałem w krowie, biało-czerwone łaty. Personel restauracji – zakładam, że za zgodą Kadeka – ofiarowuje nam z kolei bambusowe rurki do picia, które chcieliśmy kupić.

Zanim staniemy do wspólnego zdjęcia, Kadek pokazuje jeszcze piosnkę o „locie w chmurach”, którą jego dzieci zaśpiewały dla niego i żony Ayu (piosenki można posłuchać TUTAJ. Jest na youtubie i dlatego Kadek mówi, że Abi jest youtuberem. Także dlatego, że można znaleźć film, jak mając 1,5 roku sieka warzywa potężnym nożem). „Ile czasu z nimi spędzasz?” – pytam. – Rano pomagają mi sprzątać restaurację. Czyszczą blaty, myją podłogę. Pomagają nam w ogrodzie. A teraz idziemy do dziadka z wizytą – obrazuje.

Nie wiem tego na pewno, ale przeczuwam, że tego wysiłku, by być dla swoich dzieci uważnym, jest tutaj jeszcze więcej. Widzę to w szacunku, z jakim zwracają się do siebie wszyscy członkowie tej rodziny. Dzieci mają materiały do pracy, które ktoś musiał im kupić, a to nie były pierwsze lepsze kredki, tylko tektury różnej grubości, materiały, kleje i nożyki. A przede wszystkim chyba… wyglądają na szczęśliwe. Spokojne, silne i właśnie szczęśliwe.

Autor: Maciej Kucharek – Moc Ojca

Comments are closed.