Pokazywać dzieciom świat: snorkeling z 3 i 5-latką

Tata-i-córka-nurkują-w-wodzie - Moc Ojca

Zaplanować bieg spraw tak, by pokazać dzieciom coś, czego nie robiły nigdy wcześniej. Towarzyszyć im w odkrywaniu. Być świadkiem, jak poznają świat, uczą się go i interpretują. Oto jak 4 godziny przygotowań dały 10 minut rodzinnej obserwacji rybek pod wodą. Czy było warto?

Snorkeling w Tajlandii – niezwykłe doświadczenie

W tym roku po raz pierwszy spróbowałem snorkelingu. Niesamowite. Wokół wyspy Koh Ma w Tajlandii widziałem setki ryb we wszystkich kolorach i kształtach. Wpływałem w ławicę, a ryby rozstępowały się akurat na długość moich ramion i za chwilę zamykały za moimi stopami. Widziałem głównie martwą już rafę koralową, ale też kilka żywo niebieskich i zielonych korali. Zapierało mi dech w piersiach. Pomyślałem – chcę, żeby dzieci zobaczyły to samo, co ja.

Ania wcześniej kupiła dziewczynkom maski do snorkelingu. Próby nurkowania nie przyszły łatwo – wlewała się woda, trudniej było oddychać, ale nie porzuciliśmy pomysłu. Tyle że jego wdrożenie wymagało specjalnych przygotowań.

Snorkeling z dwójką małych dzieci

Wieczorem, kiedy dzieci zasnęły – pakowanie plecaków. Buty neoprenowe, ubrania na zmianę, kremy do opalania, spryskiwacz przeciw komarom. Śniadanie gotowe na następny dzień, żeby tylko nie marnować czasu rano.

Rano śniadanie. Smarowanie kremami, pryskanie przeciw komarom. Ubranie w kostiumy kąpielowe, a na to standardowe stroje. 50 minut podróży skuterem przez wyspę – Marysia pomiędzy moimi nogami, Kasia na plecach, w nosidle. Na plaży próby – najpierw wchodzenia i schodzenia z materaca (który wypatrzyliśmy u jakiegoś Rosjanina i zgodził się go pożyczyć), potem kładzenia się na nim, zakładania maski, zanurzania twarzy w wodzie. Kiedy uznałem, że potrafimy to zrobić, pchałem przed sobą materac z dziewczynkami po płyciźnie w stronę rafy. Po 15 minutach doszedłem do miejsca, w którym woda była zbyt głęboka, by dalej iść i wtedy zorientowałem się, że moja maska przecieka. Powrót na brzeg, wymiana maski i znów 15 minut w stronę Koh Ma. Potem holowanie materaca pod same skały. Znalazłem kamień, na którym mogłem swobodnie stanąć, założyłem maskę Marysi i do dzieła. Potem Kasia, potem znów Marysia i Kasia.

Marysia, wskazująca mi palcem pod wodą ryby, które widzi. Kasia, która woła z materaca „Teraz ja, ja chcę nurkować!”.

Wtedy Kasia napiła się wody, Marysi zrobiło się zimno i zdecydowałem, by wracać. W czasie holowania powrotnego dziewczyny się pokłóciły. Zaszło słońce i spadł drobny deszcz. Były głodne i zmęczone. Przebieranie, suszenie, wyczyszczenie prowiantu do zera, w końcu 50 minut jazdy skuterem do domu i już. Gotowe.

Mniej więcej 4 godziny przygotowań i mniej więcej 10 minut oglądania rybek. Warto było?

No właśnie, warto było?

Takie pytanie zadałem sobie po powrocie do domu. Przez chwilę wątpiłem w to, że wyprawa miała sens, bo była męcząca, było trochę nerwów w drodze powrotnej, a samego oglądania rybek – ledwie chwila. Jeżeli celem byłoby „naoglądanie się rybek”, to od jego spełnienia byłbym daleko. Gdyby wspólny czas plus doświadczenie obserwacji niezwykłego świata pod wodą – wówczas „mam to”. I z perspektywy czasu wartość spędzenia tego czasu razem i spróbowania czegoś nowego przeważyła i ciągle rośnie. Pozostaje mi w głowie tylko „zrobiliśmy to”, a trud włożony w wykonanie zadania wyparowuje z pamięci. Cieszę się, że pojechaliśmy.

Autor: Maciej Kucharek – Moc Ojca

Z praktycznego punktu widzenia, snorkeling z dziećmi (co jest potrzebne):

  • podwójne zabezpieczenie – dla mnie to był materac, na którym siedziały dziewczynki i którego zawsze można się było chwycić oraz dmuchane motylki na ich ramionach. W Tajlandii materac za 250 baht i motylki za 150 baht.
  • buty neoprenowe – na dnie trochę jeżowców i ostre kamienie. W Polsce koszt od kilkudziesięciu złotych za parę
  • maski do snorkelingu – na Koh Chang w Tajlandii Ania znalazła dwa najmniejsze rozmiary po 500 baht sztuka (bazowo bodaj 900).
  • i już, gotowe.

Comments are closed.