Wygrałem ze smartfonem. Poznaj Labirynt

Zabawa-dla-rodziców-i-dzieci - Moc Ojca

Nudna impreza rodzinna, któreś z dzieci dostało od rodzica telefon, wszystkie inne (w tym moje) wpatrzone jak w obrazek. Co robić, myśli odpowiedzialny tata. Dać im coś, co będzie fajniejsze. Więc dałem.

Jakim cudem dałeś swojej 5-letniej córce telefon i pozostawiłeś bez nadzoru? – myślę, patrząc na dziewczynkę, która z pewną wprawą korzysta ze smartfona włączając kolejne filmy z Barbie w roli głównej. Nie lubię Barbie, tej zakłamanej wizji dziewczęcego piękna.

Nie lubię telefonu, który skupia uwagę, zamiast uwagi skupionej na ludziach i relacjach. Działam więc.

Mechanizm jest banalny. Biorę białą kartkę, paczkę kredek i zaczynam rysować. Wystarczy pół minuty, żeby kilka dziewczynek zafascynowanych Barbie zainteresowało się tym, co robię. Dla większej mocy mówię, niby pod nosem, “ciekawe, czy ktoś da radę to zrobić…”. Za chwilę wiszą na mnie, przyglądając się przez ramię trasie labiryntu, na której rysuję różne symbole. “Jaki kolor wybieracie dla siebie?” pytam, by wzmóc zaangażowanie, choć wiem, że przez chwilę będą się kłócić o różowy. Kredki w dłoniach. Jedziemy.

Każda z dziewczynek sama wybiera trasę. Na każdej z tras są różne symbole, a każdy symbol to zadania. Ależ się cieszą, kiedy robią przysiady, śpiewają piosenki, układają klocki, dają buziaki swoim rodzicom. Ale i tak wygrywa zadanie kulinarne – spróbuj śledzia i czarnej oliwki. Krzywią się i wybrzydzają. Ale jedzą, pozostałe biją brawo, duma tej, która spróbowała, jest w sposób oczywisty widoczna.

Mija pół godziny, może więcej. Dziewczyny docierają do ostatniego zadania, którym jest sprzątanie. Możemy wracać do domu, myślę. Panie smartfon, wygrałem. Jest 1:0. Wiem, że nie składasz broni, ale żyj z faktem, że ja się nie poddam.

Czego potrzebowaliśmy: kartki i kredek.

Czas zabawy: 30-60 minut