Za czym tęsknię pierwszego dnia w Tajlandii

Za-czym-tęsknię-pierwszego-dnia-w-Tajlandii

Żegnając przyjaciela nie płacz, bo jego nieobecność pokaże Ci to, co najbardziej w nim kochasz – powiedziała mi lata temu przyjaciółka kiedy kończył się obóz harcerski, a ja wypłakiwałem oczy za tymi, których długo – lub nigdy – nie zobaczę. Pożegnałem się z Polską na dłużej i z perspektywy tysięcy kilometrów doceniam to, co pozostawiłem.

Przypominałem sobie to powiedzenie za każdym razem, kiedy tuż przed wyjazdem mnożyliśmy „ostatniość” – od ostatniego dnia w pracy, przez ostatnie spotkania ze znajomymi i przyjaciółmi, po ostatnie śniadanie w domu.

Wiele rzeczy się w tym czasie okazało. Na przykład to, że czas jest względny. Są ludzie, z którymi widujemy się, powiedzmy, raz na pół roku. Po takim spotkaniu mówimy sobie zwykłe „do zobaczenia!”, by po jakimś czasie umówić się ponownie. Teraz te „do zobaczenia” miały formę pożegnania, z uściskami, przytuleniami i poczuciem, że chociaż czas „niewidywania się” będzie ten sam, to jednak coś się bardzo zmienia. W ten sposób orientowałem się, jak ważni są dla mnie ludzie, którzy zostali w Polsce. Cieszę się, że mogłem to poczuć w sercu. Gdyby nie wyjazd, pewnie nie miałoby się to szans zdarzyć.

Za czym tęsknię pierwszego dnia w Tajlandii

A wracając do tematu – spodziewałem się, że będę tęsknić. Tęsknić już w Polsce, a tęsknić będąc 8000 kilometrów od domu to jednak coś zupełnie innego. Po pierwszym dniu w Tajlandii i dość szokującym zderzeniu się z nieznanym, tęsknię do:

sklepów Żabka. Tajlandia ma odpowiednik w postaci sklepów 7/11, ale gdzie im tam do wyposażenia naszych sklepów. Chociaż może jak zacznę rozumieć cokolwiek ze znaczków na etykietach, to jednak odwołam te słowa ? Na korzyść 7/11 przemawia, że są całodobowe.

parówek. Szukałem parówek na śniadanie dla dziewczynek, a najlepsze, co znalazłem, to zafoliowane serdelki wielkości moich palców u rąk. Jutro przejdą test w boju, to będzie ważny moment, bo wyobrażam sobie swoją minę jak się okaże, że serdelki jednak nie smakują.

ruchu prawostronnego. Całe życie ci mówią, że przy przechodzeniu przez ulicę spogląda się „w lewo w prawo i jeszcze raz w lewo”, żeby się okazało, że to jednak nie wszędzie działa. A po pierwszym rzucie oka na to, jak fantazyjnie Tajowie jeżdżą po ulicach, mam poczucie, że lepiej się rozglądać we wszystkie strony.

chodników z krawężnikiem przystosowanym do wózków dziecięcych. Tu krawężniki mają dobre 40 centymetrów wysokości i są pomalowane na biało-czerwono. Te kolory trochę mi przypominają zakręty z Formuły 1. Następnym razem próbując podsadzić wózek z Jankiem i bagażami pod taki krawężnik zrobię sobie „brrrrruummm!”, żeby było mi raźniej.

piwa, które można kupić o dowolnej porze dnia i nocy. Było po północy, kiedy z Jankiem w nosidełku poszedłem do 7/11, by napić się zimnego piwa. Nie mogłem go kupić. W Tajlandii między 14 a 17 i po północy nie jest to możliwe.

możliwości precyzyjnej komunikacji. Na obrzeżach Bangkoku, gdzie się zatrzymaliśmy, po angielsku trudno się dogadać, zostaje więc uniwersalny język migowy plus uśmiech. Nie każdą ze spraw zdołaliśmy w ten sposób załatwić, mimo dużej życzliwości i chęci.

chłodu. Obecnie jest 3 w nocy, a ja siedzę i się pocę. Jest ze 28 stopni i tak wilgotno, jakbym siedział w wannie. Na polskim śniegu wystarczy się dobrze ubrać i gotowe. A tutaj? Mój przyjaciel powiedział mi, że po miesiącu człowiek się przyzwyczaja. Oby!

Podsumowując, ponieważ wszystko jest nowe i inne, to wszystko to, co pozostawiłem za sobą, wydaje mi się przystępne i normalne. Syndrom nieznanego działa. Przechodziłem już przez to i wiem, że to minie. A do tego czasu, będę się dziwił i tęsknił.

Ku przygodzie!

Autor: Maciej Kucharek

Comments are closed.